Problem polega na tym, że auto czasami "dostaje muła". Zasada jest taka, że jednego dnia jest zamulony i jeździ jakby napędzał 10 sprężarek od klimy, a następnego dnia jeździ jak rakieta.
Odczuwalne zwłaszcza na 2 biegu przy około 2000 obr. Dodatkowo - razem z tym pojawia się nieco cięższa praca kierownicy. Auto jeździ normalnie przez jakiś czas, a po ruszeniu przy mocnym skręcie kół lub po wjeździe na lekki krawężnik przy skręcie kół coś mu zaskakuje i jedzie jakby coś go trzymało. Po takiej sytuacji auto pozostaje zamulone przez kilka godzin lub dni. Dziś skręciłem kierownicą przy manewrowaniu mocno do oporu niechcący na tyle daleko że aż poczułem uderzenie i... auto sie jakby odmuliło.
Myślałem, że pompa wspomagania tak obciąża, więc zdjąłem pasek i przejechałem się bez paska. Było lepiej, aczkolwiek po założeniu paska też było dobrze, gdyż sytuacja pojawia się i znika nie wiadomo kiedy, więc nie wiem czy to sprawdzenie coś dało.
Jedyne co zauważyłem podczas jazdy bez paska to, że kierownica wyjątkowo ciężko chodzi nawet podczas jazdy. Jedziłem samochodem bez wspomagania i wydaje mi się, że w czasie najwolniejszej nawet jazdy nie było aż tak ciężko. Ruszam z miejsca, jadę 10km/h i ledwo kręcę. Podniosłem więc auto na dwóch lewarkach, oba koła w górze - kierownica chodzi lekko, delikatne opory jedynie pod koniec zakresu skrętu. Chwytając za koła też mogę swobodnie kręcić w pełnym zakresie. WTF?
Mam ELMa, brak błędów. Sprawdzałem obciążenie silnika, na biegu jałowym ok 35%.
ASO twierdzi, że wszystko super, mieszanka ok, czujniki ok, spaliny ok, żadnych błędów.
Oporów toczenia nie ma przy tym żadnych oczywiście. Hamulce po remoncie, wężyki i płyn wymieniony, auto się toczy przy najmniejszym nawet wzniesieniu.
Macie może jakis pomysł? Czy jest sens wiązać to ze wspomaganiem?
