Mam to samo. Walczyłem z serwisem, póki miałem gwarancję. Oczywiście skoro Chevy wyszedł z Polski, mają w pompce moje stukające górne mocowania amorów. Kiedyś wymienię na jakieś aftermarkety.
Dołożę swoje trzy grosze po 30kkm:
1. ciężki gnojek - dopiero mapowanie obudziło w nim jakieś życie
2. ponieważ ciężki gnojek, to nie nadaje się na rzucanie po zakrętach - jest przewidywalny, bezpieczny i można nim szybko jechać, ale czuć tę masę
3. elektryczny "ręczny" odbiera resztki frajdy autu z napędem na niewłaściwą oś
4. ciasnawy z tyłu jak na gabaryty zewnętrzne
5. brak nawiewów na tył
6. brak aktualizacji do nawigacji
Punkty 4 i 5 mnie osobiście kompletnie nie interesują, więc do nich nie przykładam dużej wagi. Natomiast poza powyższymi auto jako typowe wozidło na co dzień sprawuje się rewelacyjnie. Polubiliśmy się. Ma dużo mocnych punktów, takich jak świetna relacja ceny do wartości auta, bezproblemowa możliwość zakupu samochodu od pierwszego, polskiego właściciela czy niskie spalanie (6,2 średnio przy 1,7 t masy, 200 KM i 430 Nm). No i zaleta podstawowa: zbudowane na płycie Insignii a nie jest Insignią... Ma to "coś".
